Strona główna

Kronika

Strona główna


Fragment wystawy Anny Siewierskiej-Chmaj pt. "Moje Indie", będącej rezultatem wyprayw naukowej Instytutu Badań nad Cywilizacjami WSIiZ

 

                

Dzieci. Bogate i biedne. Te pierwsze chodzą do szkoły - chłopcy w eleganckich mundurkach, dziewczynki w jednakowych salwar kamiz, z girlandami jaśminu wpiętymi w warkocze. Te drugie od najmłodszych lat pracują - sprzedają pocztówki turystom, roznoszą wodę z limonką, czy zabawiają kupców na targu i podróżnych na zatłoczonych dworcach. Tak czy inaczej - są wszędzie. Dopiero w Indiach w pełni dostrzegłam, że Europa się starzeje.

                      

   

Kobiety w Indiach są niezwykle barwne. Sari w kolorach tęczy, błyszczące ozdoby, przedziałek pomalowany na czerwono u mężatek i kwiaty we włosach u panien - wszystko to sprawia, że wyglądają pięknie i odświętnie także podczas codziennych obowiązków. Znajoma Hinduska zapytała mnie kiedyś dlaczego Europejki ubierają się tak smutno i ciemno. "Nie chcecie być piękne?" Nie miałam pojęcia co jej odpowiedzieć, ale od tego czasu czerń wydaje mi się zdecydowanie mniej atrakcyjna.

Ludzie. Otwarci, ale nie wylewni. Ciekawi świata, ale nie natarczywi. Rzadko się uśmiechają, ale zawsze odwzajemniają uśmiech. Nie mają uprzedzeń, lecz nie mogą zrozumień europejskiego zabiegania, wiecznej krzątaniny, pośpiechu. "Zwolnij, bo twoja dusza nie nadąży za ciałem" - to, co prawda, nie jest miejscowe przysłowie, ale z pewnością dewiza życiowa Hindusów.

 Sacrum i profanum przeplatają się w Indiach na każdym kroku. Małe kapliczki, wielkie świątynie, czy tylko barwnie przybrane posągi bóstw spotkać można w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach. Hindusi modlą się wszędzie - mogą to być miejsca kultu, ale równie dobrze wystarczy plastikowy posążek zawieszony na lusterku w samochodzie, czy przydrożny, naprędce zaimprowizowany ołtarzyk.

Ulica tętni życiem. Zewsząd otaczają mnie zapachy kadzideł, orientalnych przypraw, kwiatowych girland sprzedawanych jako wota przed świątyniami czy smażonych potraw przygotowywanych i spożywanych wprost na zatłoczonej ulicy. Muzyka towarzyszy mi od rana do późnego wieczora. Niemal wszystko rozgrywa się na oczach innych - woskowanie uszu na rogu ulicy, strzyżenie włosów u fryzjera pod gołym niebem, wycinanie odcisków na stopach między straganami z owocami.

Dla Europejczyków rytm, jakim toczy się życie indyjskiego miasta jest czymś niezrozumiałym. Przejście przez ulicę czy zrobienie zakupów na lokalnym targu jest sportem ekstremalnym, podobnie jak przyłączenie się do procesji w dniu święta bogini Kali. Nie można zmienić kierunku, ani zwolnić czy przyspieszyć. Trzeba płynąć wraz z setkami, tysiącami innych ludzi. To wymuszone podporządkowanie się rytmowi ulicy dla większości przybyszów z Zachodu jest koszmarem. Dla mnie było fascynującą przygodą - tylko tak można zrozumieć Indie.

 

powrót

opublikowano: 15 maja 2007 08:45

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22
Lista Telefonów Uczelni
Strona głównaDrukujDo góry